seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, konto: @poruta_
— George! Nie zauważyłam cię! — Wendy zaśmiała się nerwowo, gdy uderzyła w tors chłopaka. Cofnęła się lekko do tyłu, przymierzając się do zgrabnego ominięcia Gryfona, by wejść do hogwarckiej kuchni.
— Hej, Wendy. To moja wina. — Uśmiechnął się do niej lekko i oparł się o ramę obrazu. Mimowolnie spojrzała na jego twarz i od razu tego pożałowała. Teraz na pewno nie uda jej się wyrzucić go z nowej fali myśli. Czuła jego wzrok na swojej postaci, przez co od razu jej ruchy stały się mniej pewne. Poczucie onieśmielenia stawało się z sekundy na sekundę coraz bardziej dobijające.
— Wybacz, ale jestem diabelnie głodna. Nie jadłam obiadu — skłamała, wiedząc, że uczniom Gryffindoru to nie przystaje. Po raz pierwszy chciała się pozbyć swojej sympatii, która sama chciała zacząć rozmowę. — Mógłbyś mnie przepuścić?
— Nie — odpowiedział natychmiast z szerokim uśmiechem i błyskiem w tęczówkach. Humphrey rozszerzyła ze zdziwienia oczy, stojąc jak wryta przed rudzielcem, który obserwował jej zachowanie z rozbawieniem. — Nie mogę, bo stracę szansę na porozmawianie z tobą. Unikasz mnie, prawda?
Zbladła. Czyli jednak zauważył? Zależy mu, tak? Czy to wszystko to nie jedna wielka bujda? Sen na jawie? Wendy, obudź się, dziewczyno! przeleciało jej przez głowę, gdy próbowała zrozumieć zaistniałą sytuację. Pociły jej się okropnie ręce, drgała nerwowo warga, odwracała wzrok byle na niego nie patrzeć. Próbowała ukryć swoje zdenerwowanie z marnymi skutkami, ku lekkiemu zdziwieniu Weasleya. Tyle czasu jej szukał, próbował zagadać na lekcji, nasłuchał się o dziewczynie od Freda i teraz go zbywała po raz kolejny, chcąc nie odpowiedzieć na pytanie przed nią postawionym?
— Humphrey, odpowiedz. — Jego głos zabrzmiał spokojniej niż zamierzał i dużo bardziej łagodnie niż ona się spodziewała. Uniosła głowę.
— Przepraszam, George, zamyśliłam się nieco. Nie unikam cię, serio. — Zaczesała pasmo ciemnych włosów za ucho. Wiedziała, że jej rówieśnik wyczuje blef. Przecież była świadoma, że nie potrafi dobrze kłamać.
— Nie kłam. — Westchnął ciężko. Czemu tak się denerwował? W środku toczył walkę ze samym sobą. — Chciałem cię przeprosić, wiesz?
Z jednej strony była koleżanką, nawet ładną, z uroczym uśmiechem, z którą chciał utrzymywać dobre kontakty i dźwięcznym śmiechem, a z drugiej wyglądała tak, że miał ochotę po prostu od niej odejść. Dziewczyny były piekielnie skomplikowane. Po prostu nie do ogarnięcia.
— Naprawdę? — palnęła bez zastanowienia. Doszło do niej to, co powiedział George i przyspieszył jej minimalnie oddech. Poczuła dziwny ścisk w brzuchu. O matko. — To znaczy oczywiście, że tak. Przecież właśnie to powiedziałeś. — Jej śmiech wydał jej się jeszcze bardziej zdenerwowany, niż wcześniej. — Przeprosiny przyjęte, oczywiście. Nie mogłoby być inaczej. Mogę iść?
Weasley westchnął ciężko i przeczesał palcami rude włosy. Spojrzał na Gryfonkę z góry ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękoma. Czemu chciała już iść? Czy do niedawna właśnie takiej chwili nie pożądała? Kompletnie nie wiedział o co jej chodziło, przecież ją przeprosił... Przesunął się lekko w przejściu i przymknął oczy.
Dziewczyna korzystając z okazji spróbowała jeszcze raz przedostać się do środka, byle jak najdalej od siedemnastolatka. Męczyła ją ta rozmowa, jednocześnie czuła się cudowniej niż zwykle. Poczuła uścisk na swoim nadgarstku. Zaskoczona podniosła wzrok na twarz George'a.
— Czemu uciekasz, Wendy? — Pociągnął ją delikatnie do tyłu do miejsca, gdzie wcześniej stała, a Humphrey była bliska omdlenia. Jej miłość właśnie jej dotknęła, dodatkowo chciała z nią rozmawiać. Czuła nerwowe bicie swojego serca, krew pulsującą w uszach. — Aż tak nieprzyjemnie ci się ze mną spędza czas? — Udawany smutek tak nie pasował do jego twarzy, że chciała parsknąć ironicznym bądź sarkastycznym śmiechem, jednak nie wykonała tej czynności.
Było idealnie; mogła tak trwać, czując jego dotyk, bezkarnie przypatrując się jego obliczu. Napięcie powoli ją opuszczało, jednak nadal lekko drżała, z nadzieją, że on tego nie zauważy.
— Nie, nie. — Pokręciła głową i wzięła swoją rękę. Odsunęła się z niezauważalną niechęcią do tyłu. — Choć w sumie to niegrzeczne z mojej strony tak iść bez pożegnania, masz rację. Serio jestem głodna, więc wybacz, ale chyba już pójdę, dobrze?
Nie była aż tak głodna. Po prostu czuła, że zaraz zemdleje przez to bicie serca.
***
W dłoniach trzymała aromatyczną herbatę lipową, której ciepło przyjemnie rozchodziło się po jej ciele. Próbowała w skupieniu ułożyć myśli, które z szybkością galopujących jednorożców przemierzały jej głowę. Mogła w końcu przestać grać w tą męczącą grę. Wzięła łyk gorącego napoju, czując ciepłą parę łaskoczącą jej policzki. Uśmiechnęła się pod nosem, mimo że gorzki żal po kłótni z siostrą cały czas mieszał się ze słodyczą przeprosin Geogre'a. To drugie zdecydowanie zawładnęło jej sercem, jednak pierwsze ze skutecznością mąciło jej w umyśle.
Nie potrafiłaby raczej określić swojego nastroju, ale moment, w którym się znajdowała wydawał się perfekcyjny do przemyślenia tego wszystkiego. Było w końcu całkiem ładne popołudnie, nie miała nic do nauki, a święta nadchodziły wielkimi krokami. Nie można było powiedzieć, że jakiś nauczyciel ich oszczędzał, ale ten jeden wolny weekend w ciągu roku wydawał się wręcz zbawienny, szczególnie wśród siódmoklasistów, którzy wręcz cały czas ślęczeli nad książkami, drapiąc piórami po głowach w głębokim zamyśleniu. Wendy była w tej grupie, tylko, że ona notorycznie zacinała się własnymi notatkami, więc ręce miała całe w plastrach. Nie przeszkadzało jej to w zwykłych czynnościach, ale na dłuższą metę bywało trochę męczące.
Natrętne myśli cały czas kręciły się jej w głowie, dając jej na zmianę radość większą niż Wybitny z Zielarstwa oraz smutek i poczucie winy. Odłożyła opróżniony do dna kubek na stół i zaczęła stukać opuszkami palców o dębowy blat.
Skrzaty rzuciły jej zachęcające spojrzenie, ale gdy pokiwała z uśmiechem głową, wróciły do swoich codziennych czynności. Kuchnia zawsze wydawała się dla Wendy dużo lepsza od Pokoju Wspólnego, choć rzadko coś tu jadła, bo przez małą ilość ruchu, aby mieć formę godną pałkarza Gryffindoru musiała chociaż w miarę regularnie i zdrowo jeść. Mimo że od tej reguły czasami odchodziła.
Może teraz ja powinnam zacząć rozmowę z George'em?
Nie podobało mi się, że z perspektywy Wendy od razu przeskoczyłaś na George'a. Jakoś mnie to tak zdezorientowało, że musiałam się na chwilę zatrzymać, żeby odetchnąć. Niestety nie lubię takiego mieszania perspektyw, nawet gdy narrator jest trzecioosobowy i wszechwiedzący.
Kiedy Weasley złapał Wendy za rękę, to myślałam, że ją pocałuje! W końcu
Tak, Wendy! Powinnaś zacząć rozmowę z George'em i to jak najszybciej!